czwartek, 11 września 2014

10. Właściwa droga.

Cześć! Znów mam zastój, ale już nie jest taki, jak ostatnio. Wielkie podziękowania należą się Vergithii - robienie rozpiski to bardzo dobry pomysł i w końcu - nawet z drobnymi przeróbkami - piszę wedle planu, który zmierza do końca. Mam nadzieję, że w tym rozdziale nie przesadziłam i Suzuki oraz Yuki, czy raczej ich relacja, rozwija się płynnie i nie od razu wiadomo, co to z nimi będzie. :D Ile ma być rozdziałów... trudno to teraz oszacować, ale tak do pięciu powinnam się zmieścić. Motywuje mnie też wygląd bloga, który w końcu powinien się zmienić. Myślę nad jaśniejszymi barwami, ale zobaczymy, co z tego będzie. Póki co, zapraszam na rozdział, a po 26 września zajrzę na Wasze blogi - wybaczcie, że teraz tego nie robię i także na przyszłość to, że komentować będę dopiero wtedy, jak wszystko nadrobię. Oczywiście na danym blogu, a nie na wszystkich. :D

Zapraszam do czytania i przepraszam za błędy.


------------------------------------------------------------------------------------------


Wątpliwość – ▪ sceptycyzm, ▪ niedowierzanie, ▪ wahanie.”
Podchody – zabiegi, ▪ wysiłki
Gorzka prawda otwiera umysł i pozwala dostrzec coś, co do tej pory było niewyraźne.
 Decyzja- ▪ postanowienie, ▪ ustalenie, ▪ werdykt.”

Dwa miesiące później
          Dzięki wielu osobom otaczającym Yukiego, chłopak nareszcie aklimatyzował się w nowym miejscu. Stawał się pewniejszy swych działań, przez co śmielej zabierał się za swoje zainteresowania. Taizo często brał go do swojej pracy, a w niej nastolatek mógł przypatrzeć się wielu działaniom składającym się na efekt końcowy w postaci strojów, czy osób będących twarzą znanej marki handlowego świata. Chłopak wiele czasu spędzał z Suzukim, zarażając się jego pasją, dlatego jak tylko mógł, będąc wolnym po zajęciach szkolnych, pomagał mu w plenerze. W dni, gdy za oknem szalała ulewa, wraz ze wszystkimi pracownikami musiał zadowolić się bielą czterech ścian. Nie narzekał jednak. Z usilnie ukrywaną radością cieszyły go te chwile, kiedy mógł jawnie obserwować Keitou. Choć wiedział, że to niewłaściwe i nie powinien, przesuwał wzrokiem po jego ciele, z przymrużonymi oczami przyglądając się coraz to nowszym pozom.
Od miesiąca nie mógł wyrzucić z głowy uporczywego głosu, który powtarzał mu, że i tak nie może liczyć na nic więcej niż znajomość. Mimo tego śledził uważnie każdy gest starszego z bliźniaków, zachwycając się blaskiem oczu, piękną sylwetką, kształtnymi ustami, czy idealnie układającą się fryzurą. Najcięższe katusze przeżywał przy sesjach nastawionych na zmysłowość, gdy skropiona wodą klatka piersiowa błyszczała kilka metrów od niego, a Kei jak na złość bawił się materiałem koszuli, figlarnie odsłaniając skrawek ciemnych sutków.
Teraz jednak miał dużo bardziej poważne zmartwienie. Siedząc przed salą zdjęciową i czekając, aż Suzuki skończy pracę, miał czas na to, by poukładać zasłyszane przez ojca wiadomości. Wynikało z nich, że Kei zniknął kilka dni temu, ale nikt nie wiedział, gdzie przebywa. Sytuacja miała dwie strony. Najgorsze w tym wszystkim było to, że spotkał się z nim niedługo wcześniej. Na plus przemawiało to, że teraz wiedział przynajmniej, jaka była tego przyczyna, jednak nadal nie mógł w nią uwierzyć.
Tępym wzrokiem wpatrywał się w zawieszone niedaleko zdjęcie starszego z bliźniaków, jakby próbował wyczytać z niego wskazówkę. Skupiony, nie dostrzegał tego, co się wokół niego dzieje, dlatego z trudem przeniósł lekko zdezorientowane spojrzenie na dłoń spoczywającą na jego ramieniu, a następnie na stojącego przy nim fotografa.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego z ulgą, pocierając czarną obudowę aparatu. Dopiero co skończona praca, której żmudne efekty było widać na jeszcze nie wyretuszowanych zdjęciach, wyrwała z niego odgłos westchnięcia. Miał podwójny powód do tego, by czuć się nieco przytłoczonym.

Dwa dni wcześniej
Był w połowie prób do przyszłego pokazu mody, kiedy rozdzwoniła się jego komórka. Jak nigdy zapomniał jej wyłączyć, dlatego, aby nie dekoncentrować modeli, szybko podbiegł do telefonu. Odruchowo zerknął na wyświetlacz, niemal naciskając czerwony przycisk, jednak w ostatniej chwili zrezygnował z odrzucenia połączenia. Zamiast tego wybiegł z pomieszczania, już po chwili słysząc głos Yukio.
- Hej, coś się stało? Jestem teraz nieco zajęty...
- Suzuki... – Zachrypnięty nastolatek odkaszlnął pospiesznie, siąkając cicho. – Przyjdziesz po mnie?
Tozawa momentalnie spoważniał, marszcząc czoło. Niezbyt zgrabnie ominął nadchodzącą z naprzeciwka asystentkę, idąc w kierunku szatni. Przytrzymując policzkiem telefon, szukał w kieszeniach metalowego breloczka z numerem.
- Wszystko dobrze? Gdzie jesteś?
- W parku. Nic mi nie jest, ale przyjdź. – Drżący głos chłopaka nie uspokoił Suzukiego.
Szybkim skinięciem głowy podziękował portierowi za wydanie kurtki, truchtem podchodząc do drzwi. Zapewnił Yukiego, że zaraz będzie, po czym rozłączył się, przechodząc w bieg. Wiedział, że wyjście w środku pracy nie jest rozsądne, ale nie mógł odmówić chłopakowi. Zresztą, poniekąd odpowiadał za niego... I martwił go sposób, w jaki Yuki mówił. Czyżby płakał? „Nic mu nie jest?” – pomyślał, zostawiając za sobą bramę parku. – „Nie dzwoniłby, gdyby to była błaha sprawa. Muszę go znaleźć”. – Kierował się intuicyjnie, zakładając, że nastolatek wybierze miejsce, które obydwoje nie tak dawno zwiedzali. Dopiero po chwili wpadł na pomysł, by udać się do altany, która posłużyła za pomysł niedawnego projektu perfum. Szybko skręcił w odpowiednią uliczkę, wypatrując drewnianej konstrukcji, aż ta wreszcie zamajaczyła mu po lewej stronie. Podchodząc bliżej mógł odetchnąć, widząc siedzącą w niej, znaną postać. Bez słowa przysiadł się do nastolatka, opierając się wygodnie o zaokrąglone deski. Nie widział twarzy Yukio, gdyż chłopiec pochylał się, patrząc w dół. Nie chciał go pospieszać. Leniwie wyciągnął przed siebie nogi, bawiąc się leżącym niedaleko listkiem.
- Chyba zrobiłem coś złego.
Palce Suzukiego zacisnęły się na ogonku białego dębu. Ostrożnie spojrzał na Yukiego, widząc, jak ten powoli zmieniał pozycję, teraz przysiadując prawą nogę. Nieznacznie zaczerwienione obwódki oczu zdradzały, dlaczego nastolatek wcześniej ukrywał swą twarz. Tozawa wyprostował się nieznacznie, skupiając na nim wzrok. Delikatnie skinął głową, pozwalając mu kontynuować.
Chłopak odetchnął dwa razy i otworzył niepewnie usta.
- Lubię mężczyzn. Od jakiego czasu podoba mi się Kei – nie zrobił przerwy po pierwszym wyznaniu, bojąc się reakcji Suzukiego – dlatego, kiedy poprosił mnie o pomoc, nie zawahałem się. Chciał, żebym pożyczył mu trochę pieniędzy. Nie mówił, po co, a mnie nie trzeba było powodu. Czułem się głupio, kłamiąc tacie, że potrzebuję gotówki na drobne wydatki, ale nie widziałem innego wyjścia. Kiedy ponownie spotkałem się z Keiem, coś mnie podkusiło, aby wyznać mu, co do niego czuję. On... – zatrzymał się, układając w głowie, co dokładnie chce powiedzieć – zaczął żałować... Powiedział, że nie spodziewał się tego i z trywialnej sprawy zaczyna robić się bagno. Dodał, że pieniądze odda mi jak najszybciej, ale mam nie liczyć na jakieś uczucia. – Popatrzył na Suzukiego z bólem. – Chciałem go zatrzymać, a on... wykrzyczał, że... ma już kogoś i nie będzie chciał ode mnie więcej pieniędzy, że to jednorazowe, bo nie miał z czego spłacić narkotyków. Pokazał mi rękę. – Machinalnie podciągnął ciemnoszarą bluzę na wysokość zginania łokcia. – Nie zniechęcał mnie do siebie. Mówił prawdę i chciał, żebym go zostawił i...
- Nie zaczął tego, co on? – Fotograf zdecydował się zabrać głos. – Od jak dawna wiesz, że jesteś gejem?
- Twierdzisz, że zauroczyłem się szczeniacko z ładnym chłopaku? – Mina Yukio wyrażała niezadowolenie.
- Mogę się tylko domyślać, że nie masz z kim o tym porozmawiać i dlatego od razu angażujesz się w związek – zainicjował cudzysłów palcami obydwu rąk – najwięcej cierpiąc na końcu. Jeśli chodzi o narkotyki... Szef próbował temu zaradzić. Nie zostawił go z tym samym. – Uśmiechnął się na widok uniesionych brwi w geście zdziwienia. – Dlatego od razu separował cię od Keito. Różnica polegała na tym, że jemu chodziło o troskę rodzicielską, bo na pewno nie domyśla się, że preferujesz w łóżku mężczyzn. – Zaśmiał się w duszy, obserwując rozlewającą się czerwień na policzkach Yukio. – Źle zrobiłeś, pożyczając pieniądze, ale tego nie cofniesz. Na twoim miejscu porozmawiałbym z panem Irie, albo z jego żoną – dodał, gdy oczy nastolatka rozszerzyły się z przerażeniem wymalowanym na dnie źrenicy. – To dobra kobieta i na pewno cię nie odtrąci.
Na dłuższą chwilę zapanowała cisza. Yuki nie spuszczał wzroku z Suzukiego, analizując szybko to, co usłyszał. Na obecną chwilę sam nie wymyśliłby lepszego rozwiązania i ze wstydem musiał przyznać, że nie marzył o niczym innym, jak o zrzuceniu balastu ukrywania prawdziwego siebie. Nie chodziło mu o ujawnienie się większemu gronu. Wystarczyła jedna, dwie osoby. Tak... to byłoby nawet miłe, móc zwierzyć się komuś. Jednak z drugiej strony przecież nie może powiedzieć wszystkiego pani Irie. To byłoby... zbyt zawstydzające. Z rozmyślań wyrwał go odgłos uderzanych dłoni o kolana.
- Wiesz, muszę już wracać do pracy, ale zawsze możesz na mnie liczyć. – Suzuki mrugnął mu przekornie, łatwo odczytując to, nad czym nastolatek niedawno się głowił. – Strzelamy do tej samej bramki. – Wygiął usta w uśmiechu, wstając. – A tak na przyszłość – uniósł palec wskazujący do góry – zanim zrobisz coś szalonego dla partnera, upewnij się, że jest tego wart i też uważa cię za kogoś wyjątkowego. – Sięgnął do kieszeni spodni, wyjmując z niej granatową czapką z białym nadrukiem błyskawicy. Poprawił daszek i przesunął pasek uciskowy, dopasowując rozmiar do głowy Yukiego, po czym podał mu przedmiot. Ostatni raz spojrzał na niego, aby chwilę później odwrócić się i biegiem ruszyć w stronę wyjścia z parku. Do nastolatka dopiero po kilku sekundach dotarło, dlaczego trzyma w rękach czapkę. Po błękicie nieba nie było ani śladu, a o liczne kupki liści obijały się ciężkie, grube krople deszczu. Po raz kolejny na policzkach pojawił się rumieniec.

Czas obecny
- Nadal robisz sobie wyrzuty? – Suzuki sprawnie pakował sprzęt do pokrowców, od razu układając je ostrożnie w pudełkach. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu i odespać ostatnie dwie nocki. Dopinanie projektu na ostatni guzik wyczerpało go tym razem bardziej, niż kiedykolwiek.
- A ty byś nie robił? Kei zniknął. Byłem ostatnią osobą, która go widziała. Jeśli tata zgłosi zaginięcie, na pewno będę przesłuchiwany, a wtedy wyda się, że bierze to świństwo. – Chłopak skrzywił się, wkładając ręce w kieszenie. – Wątpię, by ktoś, wiedząc o tym, chciał go do swoich pokazów, rozumiesz?
Zmarszczka na czole fotografa powiększyła się. Od dwóch dni nie słyszał o niczym innym, tylko o tym, jaki Keitou Shigeru jest poszkodowany. Miał tego serdecznie dosyć.
- Wiedział, co robi. – Wzruszył ramionami. – Co tak patrzysz? Jeszcze mi powiedz, że nie mam racji – warknął, rozdrażniony. Zawsze traktował wszystkich ze znaną sobie wyrozumiałością, jednak pomimo ogromnych chęci pomocy Yukiemu, denerwowało go to, jak nastolatek idealizował starszego z bliźniaków. Wiedział, że wygasanie uczuć, zwłaszcza tych pierwszych, trwa jakiś czas, ale nie był do końca pewien tego, czy akurat w tym przypadku chce być na bieżąco. Bolała go własna niemoc, bo wiedział też, gdzie jest jego miejsce. Cieszyło go to, że pan Irie nie dopuściłby do tego, by jego syn związał się z Keiem, a jednocześnie przygnębiał go fakt, że też nie ma najmniejszych szans. Całkiem niedawno wpadł na to, że najchętniej wybiłby zęby krnąbrnemu modelowi i każdemu, który przewinąłby się obok Yukio. Chłopak go fascynował i im więcej rozmów przeprowadzili, tym bardziej popadał w psychiczny dołek. Przekładało się to na niedobór snu i ostre słowa, jak te sprzed chwili. – Przepraszam, jestem zmęczony. – Potarł oczy kciukiem i palcem wskazującym, ziewając dyskretnie. – Rozmawiałeś już z panią Chinatsu? – Wolał zejść na bardziej neutralny temat, póki Yuki jeszcze nie wyszedł, zniesmaczony jego dziwną zmianą zachowania.
Tymczasem nastolatek ani myślał odchodzić. Martwił się o Suzukiego i postanowił, że musi poświęcić mu więcej czasu. Doszedł do wniosku, że mężczyzna ma jakiś problem, a zamiast go rozwiązać, użera się z jego utrapieniami.
- Dzisiaj mam zamiar, ale to nie jest teraz ważne... – Położył dłoń na nadgarstku fotografa, patrząc mu w oczy. – Jeśli masz jakieś kłopoty, możesz mi o nich opowiedzieć. Wiesz, że nasza przyjaźń działa w dwie strony. – Uśmiechał się pokrzepiająco, z ulgą przyjmując podobny gest.
- Tak, przyjacielu. – Tylko siła jego woli była w stanie powstrzymać go przed powiedzeniem tych słów z sarkazmem. – Na razie wystarczy mi kąpiel i długi sen. – Poklepał go po dłoni, wyswobadzając nadgarstek spod ciepłych palców.
Nastolatek szybko się zreflektował, zerkając w stronę krzątającego się niedaleko ojca.
- Suzuki, może poczekałbyś chwilę, co? Podwieźlibyśmy cię do domu i...
- Nie! – Fotograf chrząknął, poprawiając ramię torby, którą zabrał z podłogi. – Nie chcę przeszkadzać, a ty i tak masz ważną rozmowę. Powodzenia. – Wygiął usta w szybkim uśmiechu, po czym pospiesznie ruszył w kierunku końca korytarza, nie oglądając się za siebie. Wyraźnie czuł na swych plecach wzrok Yukiego i obawiał się, że jego ciemne tęczówki wypełnione będą troską. Niewiele się pomylił.

Kwadrans później Taizo ucichł, przerywając dosyć długi monolog. Gdyby zapytał syna o to, co mówił, nie uzyskałby odpowiedzi. Zamyślony nastolatek parzył przed siebie, uporczywie nad czymś myśląc. To marszczył, to wygładzał czoło, mrucząc pod nosem. Odezwał się dopiero wtedy, gdy w oddali zamajaczyła przed nim brama wjazdowa na parking przy apartamencie.
- Um... Tato, mam prośbę. Bo... muszę… to znaczy, chciałbym o coś zapytać panią Chinatsu, ale...
- Bez świadków? – Mężczyzna od razu domyślił się, o co może chodzić. Wbrew pozorom to, że był zajętym człowiekiem, nie znaczyło, że nie widział spojrzeń syna w kierunku Keitou. Rozumiał, że o takiej sprawie łatwiej przyjdzie chłopcu rozmowa z kobietą, dlatego nie miał zamiaru oponować. – I tak muszę wrócić po plan pokazu. Przekaż Chi, że wrócę za godzinę. –  Kiedy sprawnie nawrócił, zjeżdżając na pobocze, nacisnął na przycisk otwierający drzwi w samochodzie. Dłuższą chwilę wpatrywał się w wychodzącego Usamiego, żałując, że nie było mu dane dojrzewać wraz z nim do roli ojca i syna.

Dwie godziny później
Yuki siedział w swoim pokoju, z wyrzutem wybierając numer Suzukiego. Nie chciał go budzić, ale nie mógł czekać ze swoją sprawa do jutra. Wsłuchując się w przeciągający się dźwięk nieodbieranej rozmowy zaczynał żałować, że znów daje się ponieść emocjom.
- Cześć, Yukiś.
Nastolatek odetchnął z ulgą.
- Przepraszam, jeśli przerwałem twój sen – powiedział, szczerze skruszony. W zamian otrzymał subtelny chichot i zapewnienie, że mężczyzna tylko brał kąpiel. Wyobraźnia chłopaka odżyła, podsyłając mu interesujące propozycje tego, jak teraz wygląda Suzuki. Czy stoi w samym ręczniku, drugim pocierając mokre jeszcze włosy? A może jeszcze nie zdążył się okryć? Z rumieńcami wstydu dochodził do wniosku, że chciałby spróbować zobaczyć Suzukiego w tej chwili. Intensywne rozmyślania przerwało mu nagłe pytanie fotografa, które wpędziło go w kłopotliwe milczenie.
- Udało ci się? To znaczy... porozmawiać z macochą? – Tozawa nie był pewien, czy musi dopowiadać tę część, ale z ciszy po drugiej stronie słuchawki wywnioskował, że tak.
- Aaaa... hahaha, tak. – Nieco spanikowany nastolatek zaśmiał się szybko, mentalnie uderzając się w głowę za własną głupotę. – Po to dzwonię. – Z udręką przetarł dłonią twarz. – Jest super. Była dla mnie bardzo wyrozumiała i nawet przytuliła! Wysłuchała mnie, nie przerywała i jeszcze pogroziła, że następnym razem mam się nie bać, tylko pytać. – Dla siebie zachował to, że Chinatsu nie była bardzo zaskoczona, dodając, iż Yuki od jakiegoś czasu często wspomina o Suzukim. Spokojnie wyjaśnił jej, że są na stopie przyjacielskiej, ale miał wrażenie, że mina kobiety nie wyrażała przekonania. – Powiem ci coś, ale zachowaj to na razie w sekrecie – szepnął konspiracyjnie, siadając na złożonym łóżku. – Po pierwsze, mogę mówić do niej „mamo”, jeśli tylko chcę, a po drugie... jest w ciąży. I ja od razu posmutniałem, myśląc, że będę teraz na boku, zwłaszcza, że tak długo z tatą starali się o dziecko, ale ona westchnęła tylko, że chyba jestem niepoważny, bo jak mogę konkurować z rodzeństwem. Rozumiesz?! Z rodzeństwem! Będę miał brata! Albo siostrzyczkę – mówił szybko i gestykulował, zaciskając pięść, aby nie krzyczeć z radości. – Podobno jest tak, że jeśli para, która długo nie może mieć dzieci, weźmie jakieś pod opiekę, ma większe szanse na to, że w niedługim czasie doczeka się swojego! I mam pomóc wybierać rzeczy dla maluszka! I wiesz, co? Ona... Mama nazwała mnie jej małym cudem! – Rozpierała go energia, której nie umiał wyładować inaczej, niż przez nieustanne kiwanie się na nogach zgiętych w siadzie tureckim.
- Super! Pewnie nawet szef nie wie o ciąży. – Suzuki uśmiechał się do siebie, oddychając z ulgą. Odkąd wrócił do domu, nie umiał sobie znaleźć miejsca, przez co plan związany ze snem nie mógł wypalić. Trzymał kciuki za Yukiego, a teraz zapaliła mu się w głowie ostrzegawcza lampka, która kategorycznie zakazywała mu żądać jakiejkolwiek rekompensaty z tego powodu. Niestety, rozum nie miał zamiaru słuchać. – Pani Chinatsu ma absolutną rację. Jesteś małym cudem. – W momencie wypowiadanych słów uzmysławiał sobie, jak wielkim jest głupcem. Upewniał się w tym z każdą sekundą upływającą w całkowitej ciszy. Powoli zbierał się na przeprosiny. Sam napominał Yukiego, że spieszy się z uczuciami, a on, Pan Reprymenda, robił dokładnie to samo.
- Chinatsu... To znaczy, mama wytłumaczyła mi, że najpierw należy kogoś poznać, aby ocenić, jaki jest poziom więzi łączącej z tą osobą. – Yuki zebrał się w sobie na tyle, by powiedzieć to, co myśli. Z mocno bijącym sercem i trudnym do opanowania, głośnym oddechem zdołał przemóc początkową nieśmiałość. – Dlatego chciałbym spędzić z tobą jutrzejsze popołudnie. Nie mówię, że to coś poważnego, tylko, wiesz... – Szumiało mu w uszach od nagromadzonego stresu i emocji. Nie planował tej rozmowy, dlatego nie do końca wiedział, jak się zachować. – Z-zgadzasz się? – zająknął się, przełykając głośno ślinę.
- Tak. Dziękuję, Yuki. – Ogromny ciężar spadł z serca Suzukiego. Bał się zaproponować spotkanie, a tymczasem nastolatek sam wyszedł z inicjatywą. Dopiero teraz z pełną mocą zdał sobie sprawę, jak bardzo pragnął rozwinąć znajomość z chłopakiem. – To dla mnie naprawdę wiele znaczy – przyznał cicho, zaciskając palce na telefonie. Wcisnął się w kąt kanapy, przykrywając się kocem. Coś mu się wydawało, że Yuki nie ma ochoty na przerwanie rozmowy i w istocie obydwoje rozłączyli się dopiero godzinę później, gdy nastolatek, przy sporym opieraniu się Suzukiego, wydobył od niego powód, dla którego mężczyzna zachowywał się inaczej niż zwykle. Nie mogli wiedzieć tego, co przyniesie im jutro. Czy nad ich głowami pojawi się słońce, czy skropi ich zimny, rzęsisty deszcz, ale jednego byli pewni – czapka Tozawy przetrwa wszystko, więc do nich należy jedynie wyjść sobie naprzeciw.

Ten sam dzień, 20.14
W pokoju jednego z wielu moteli przy ulicy rozchwytywanej przez klientów host klubów słychać było bzyczenie przychodzącej wiadomości. Ręka młodego mężczyzny wystrzeliła spod kołdry, niechcący odsłaniając nagi, naznaczony kropkami nasienia tors. Chłopak przymknął oczy, porażony bielą ekranu. Kiedy przyzwyczaił się do jasności, odczytał skierowane do niego słowa i opadł z uśmiechem na poduszkę.
- Tydzień urlopu wystarczy? Nie choruj zbyt długo. Potrzebujemy cię. odczytał, parskając cichym śmiechem. Mam naprawdę świetnego szefa – mruknął do siebie, zerkając w bok na leżącego przy nim Ryotę. Od dwóch dni nie robił niczego innego. Nie wiedział, kiedy ten błogostan się skończy, a im dłużej przebywał z tym niezwykłym mężczyzną, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że dobry seks to nie wszystko, co może mu przypisać. Nie był dzieckiem. Zawsze szalał i nie robił nadziei przelotnym kochankom, a tym razem było inaczej. Nie chciał go narażać. Nikogo! Nie wybaczyłby sobie tego, gdyby z jego winy i głupoty ucierpiał Raitou, Ryo, Yuki, czy ojciec.
Komórka zabuczała po raz kolejny. Nie spojrzał na nią. Jeszcze nie. Oparł się na lewym łokciu, aby raz jeszcze móc dotknąć ust, które dzisiejszego wieczora kilkukrotnie doprowadziły go do szaleństwa.
- Żegnaj, piękny. – Gryząc wargę obrócił się na bok i wstał, chaotycznie zakładając bieliznę i spodnie, koszulę trzymając w prawej ręce. Zanim opuścił pokój, na stoliku przy łóżku położył kartkę, na której starannie zapisał prośbę do Ryo, aby przekazał białą kopertę zaadresowaną do Yukio Usami, którą miał znaleźć w kieszeni swoich spodni. Cicho zamykając drzwi odważył się spojrzeć na treść przychodzącego esemesa. Zimny dreszcz przebiegł po jego plecach.
- Tatuś nie pomógł, a my nie mamy pieniędzy. Lepiej dla ciebie, żebyś miał oczy z tyłu głowy, bo niedługo mogą ci być niepotrzebne.
Musiał uciekać.

Źle podjęte decyzje ciągną się za nami i wszędzie znajdą.
Bolesna droga, która wybieramy, może przynieść zarówno ścieżkę usłaną ciernistymi krzewami dla nas samych, jednocześnie odbijając się na bliskich. A wystarczy tylko umieć prosić o pomoc…